niedziela, 26 kwietnia 2015

Rachel

Przewróciłam głowę na drugi bok, i wtem promienie wschodzącego słońca padły na moją twarz. Szybko zasłoniłam oczy ręką. Odwiązałam linkę, która przywiązałam się do pnia drzewa, by nie spać. Gdy wstałam poczułam ogromny ból w kręgosłupie. Już od jakiegoś czasu spałam na drzewach, ponieważ nie miałam stałego domu. Lubię wędrować po świecie i walczyć o życie. W tych czasach trudno było cokolwiek zdobyć. Wspięłam się o gałąź wyżej i usiadłam okrakiem na niej. Schowałam linkę do plecaka. Wyciągnęłam mały bukłak i napiłam się zimnej wody. Dzień zapowiadał się gorący i nawet dobrze. Stanęłam na gałęzi i schowałam plecak na swoje miejsce. Pas z pięcioma nożami do rzucania zapięłam w pasie. Szybko założyłam kołczan strzał i łuk na plecy. Szybko zeszłam z drzewa i rozejrzałam się dookoła. Pierwsze co musiałam zrobić to zdobyć jedzenie i wodę, a z tym będzie trudno. Szłam przed siebie kilka minut. Wtem usłyszałam dźwięk płynącej wody. Skierowałam się w kierunku źródełka. Gdy znalazłam się w krzakach zobaczyłam, że strumień znajduję się na dużej polanie. O chol.era jeszcze tego brakowało. Z buta wyciągnęłam nóż myśliwski i zaczęłam się rozglądać. Na pierwszy rzut oka nikogo nie było w pobliżu. Powoli i ostrożnie podeszłam w stronę strumienia. Umyłam w wodzie twarz, kark i ręce. Gdy tak sobie siedziałam usłyszałam w pewnym momencie wystrzał. Wystrzelony pocisk wbił się w ziemię. Szybko wstałam i rozejrzałam się dookoła. Niestety nikogo nie widziałam. Osoba, która celowała we mnie musiała się dobrze ukryć. Wtem znowu usłyszałam wystrzał. Nie patrząc się za siebie zaczęłam uciekać w stronę lasu. Po kilku minutach biegu schowałam się za drzewem. Gdy tak stałam usłyszałam dźwięk łamiących się gałęzi. Ten ktoś miał broń palną. Moje uzbrojenie na nic się tu zda. Szybko wspięłam się na drzewo i zaczęłam się rozglądać. Nikogo nie widziałam. Nie mogłam siedzieć tak na drzewie. Po cichu zeszłam na ziemię. Gdy się tak rozglądałam poczułam jak ktoś pociąga mnie za mój warkocz do tyłu. Wylądowałam na ziemi, ale nie dałam za wygraną. Chwyciłam lewą ręką kogoś nogę i wbiłam w stopę mój myśliwski nóż. Wróg póścił mnie a ja szybko zerwałam się z ziemi i chciałam pobiec przed siebie, ale moja wolność długo nietrwała. Znowu wylądowałam na ziemi, ale napastnik postawił mi swoją nogę na szyi. Chciałam się uwolnić, ale nie mogłam. W końcu skończyłam się szarpać, bo zaczęło mi brakować tlenu.
- Chol.era, dusisz mnie! – krzyknęłam.
( Kto odpisze ? )

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz