Kolejnmy nudny dzień z twardymi plecami. Jak zwykle spałem na jakimś
drzewie co było nie wygodne ale co tam. Wstałem równo przy wschodzie
słońca mojue plecy dały mi się znać. Zeskoczyłem z drzewa i się
wyprostowałem robiiłem tak że w szyji mi strzykło, dłoniach, plecach i
wogule w końcu mnie nic nie bolało przeciągnąłem się jeszcze. Już
gotowe wzięłem luł na plecy szxtylet do buta, i jeszcze pistolet i
mogłem iść dlalej. Poszłem do miasta kupiłem torbę naboje i jedzenie po
jakiejś godzini wyszłem. Każdego kopgo spotkałem w mieście zaczął
szeptac do drugiej osoby ale to nic przyzwyczaiłem się do tego. Gdy
wyszłem z lasu poszłem nad rzekę tam zrobiłem małe ognisko i wyłowiłem
rybę upiekłem ją. Gdy miałem zdjac ją z patyka z ogniska coś usłyszałem
od razu wstałem i sie ukryłkem w gęstych krzakach. W końcu ktoś
przyszedł jakaś dziewczyna podeszłem cicho do niej wyjąłem sztylet i ją
szybko złapałem przystawiłem sztylet do gardła
- co tu robisz - warkłem
- iść tendy już nie można - spytala
- kim jesteś - spytałem nie puszczajac ja
Jakaś dziewczyna?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz