W chwili gdy chłopak zabrał nogę szybko wstałam i wciągnęłam dużo
powietrza. Gdy mój oddech się uspokajał usłyszałam ponowny strzał.
- Uciekaj – rozkazał mi ostro chłopak, a ja go posłuchałam. W tych
latach trzeba było liczyć tylko na siebie. Nie można było nikomu
wierzyć, chodź ten chłopak okazał mi pomocną dłoń. Biegłam w głąb
gęstego lasu. Miałam wielką nadzieję, że nikt za mną nie będzie biegł.
Po dwóch minutach zatrzymałam się nie daleko leśnego wodospadu, w którym
woda była czysta. Ugasiłam swoje pragnienie. Dzisiaj było ciepło, a
mnie karciło, aby się wykąpać w zimnej wodzie. Poszłam brzegiem
wodospadu i weszłam w krzaki. Zostawiłam tam swoją broń i ciuchy. W
samej bieliźnie wskoczyłam szybko do wody. Po pięciu minutach wyszłam z
wody i zaczęłam wycierać swoje ciało. Po ubraniu się związałam swoje
włosy w koka i skierowałam się w stronę polany. Poszłam w stronę
nastawionych sideł, które rozstawiłam wczoraj. Niestety tylko w jednej z
trzech złapał się mały zając. Obdarłam do ze skóry. Po zjedzeniu
zwierzęcia zgasiłam ognisko i poszłam pochodzić po lesie. Nie miałam co
robić, ale też nie chciałam się na nikogo natchnąć. Dzień upłynął mi
bardzo szybko. Gdy słońce zaczęło zachodzić wspięłam się na inne,
wysokie drzewo. Następnego dnia gdy lasem w stronę starego mostku
usłyszałam dźwięk łamiących się patyków. Westchnęłam i szybszym tempem
skierowałam się w stronę pomostu. Gdy nim biegłam jedna deska pękła, a
ja wylądowałam na ziemi. W pewnym momencie usłyszałam śmiech jakiegoś
mężczyzny. Szybko wstałam i spojrzałam za siebie. Stał tam chłopak,
który wczoraj uratował mi życie.
- Czego się śmiejesz? – zapytałam obojętnie. Szybko wyciągnęłam strzałę z
kołczana i naciągnęłam ją na cięciwę. Grot strzały był wcelowany w
klatkę piersiową chłopaka.
( Dylan? )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz